Rano byłem ciut zmęczony, trudno to nazwać kacem,

czw., 02/21/2008 - 02:22

Rano byłem ciut zmęczony, trudno to nazwać kacem, gdyż nie jestem tak zdolny, by po 5 piwach (oo robi się politycznie) go mieć. Nie było to nic, czego nie wyleczy jechanie rowerkiem na uczelnię w krótkim rękawie (tzn w koszulce byłem ja, nie instytut). Zajęcia były ciekawe, udało mi się fajny riff blues/hard rockowy ułożyć, notkę na bloga napisać i zdobyć plusa za aktywność (zapewne artystyczną ). Między zajęciami zostaliśmy zaproszeni na konferencję (zaproszenie miła odmiana, zwykle nas spędzają). Prelegentem był były premier 666 Rzeczpospolitej Obojga Szatanów (kurduplowatych). Niestety nie było już miejsc, a Jego Wysokość się spóźniał, więc pojechałem do domku coś zjeść.
Tak poza tym kolejny dzień minął pod znakiem Joy Division (ponoć po filmie Control kapela stała się modna - grrr,.. chociaż może to i lepiej..). Tak więc ewribady (jako rzecze Narcyz) wstajemy, włączamy toruńską rozgłośnię i dance, dance, dance, dance, dance, to the radio.